Ale zrobiłam. I jestem ab-so-lut-nie nim zachwycona ! Od dziś dziś obiecuję nigdy więcej nie kupować sklepowego pesto, czy to tego klasycznego czy każdego innego. A teraz wybaczcie, idę delektować się moim super-pesto ;)
Szparagowe pesto
(przepis stąd (jakby nie było - New York Times, można więc powiedzieć, że to New York's pesto ;) ) pozmieniany trochę przeze mnie)
500g zielonych szparagów, umytych, z obciętymi końcówkami, obranych (ja obierałam zwykłym obierakiem do warzyw, trzeba to robić delikatnie)
4-5 ząbków czosnku, rozgniecionych na prasce do czosnku
2/3 szklanki orzechów włoskich, podpieczonych przez 10 minut w piekarniku nastawionym na 180 stopni (w oryginalnym przepisie były orzeszki pinii)
1/4 szklanki oliwy z oliwek extra virgin
3/4 szklanki sera Parmezan lub innego podobnego, startego na tarce na drobno.
świeżo zmielony pieprz czarny, do smaku
6-7 świeżych listków mięty
sok wyciśnięty z połówki cytryny
1. W średniej wielkości garnku doprowadzamy do wrzenia wodę. Szparagi kroimy na małe kawałki, każdy o długości ok 2cm. Wrzucamy je do osolonej wrzącej wody i gotujemy ok 8-10 minut - nie mogą być "rozciapciane" ale powinny być miękkie. Po ugotowaniu odcedzamy a następnie przelewamy zimną wodą i jeszcze raz odcedzamy, pozwalamy im trochę ostygnąć.
2. Mielimy drobno orzechy włoskie. Do średniej wielkości miski wrzucamy szparagi, miksujemy je przy pomocy ręcznego blendera (lub w malakserze jeśli posiadamy), dodajemy orzechy, sok z cytryny, miętę, pieprz, oliwę, czosnek oraz zmielone orzechy i jeszcze raz całość miksujemy przy pomocy blendera/malaksera aż całość będzie stanowić gładką masę. I gotowe!
Pesto nadaje się do niezliczonej ilości potraw, przykładowo można je zmieszać po prostu z makaronem, może towarzyszyć kurczakowi czy rybie na talerzu... wszystko zależy od Was :)